niedziela, 10 lutego 2019

Animal idioms

Dzisiaj animal idioms. Jak to z idiomami bywa, niektóre mają swoje odpowiedniki w języku polskim, np. rat race - wyścig szczurów, albo pig-out jeść jak świnia, dark horse - czary koń, scapegoat - kozioł ofiarny. Niektóre zwierzęce idiomatyczne skojarzenia mogą jednak zaskoczyć; np. to rabbit  to wcale nie to, z czym nam się kojarzą króliki. To tyle co dużo mówić. Dalej, my gonimy króliczka raczej niż dziką gęś (wild goose chase). "Kurczakowanie" nie kojarzy nam się ze strachem, a czerwony śledź to już w ogóle abstrakcja. 

Ciekawe byłoby prześledzenie etymologii tych zwrotów; ta wspólne nam wszystkim to dziedzictwo biblijne i śródziemnomorskie (np bajki Ezopa). Ale niektóre odnoszą się do kontekstów charakterystycznych ściśle dla historii i kultury angielskiej. Wild goose chase ponoć pochodzi od specyficznego typu wyścigów konnych a red herring z historii opowiedzianej przez dziennikarza. Ciekawe, że niektóre, obce polszczyźnie zwroty, zaczynają się powoli zadomawiać w naszym języku, na przykład pecking order, "porządek dziobania", czyli hierarchia obowiązująca na przykład w świecie korporacyjnym.

Zachęcam do przestudiowania przykładów poniżej.

  1. fly on the wall - an unnoticed witness
  2. fly in the ointment - a small problem which nonetheless spoils the whole plan
  3. ants in your pants / antsy - agitated or restless due to nervousness or excitement
  4. a little bird(y) told me - told by a secret informant
  5. to kill two birds with one stone - to accomplish two objectives at once.
  6. to chicken out - to opt out of doing something because of being frightened
  7. wild goose chase - an absurd or pointless mission
  8. pecking order - the social hierarchy
  9. dark horse - a less well-known competitor or candidate who succeeds to an unexpectedly high level
  10. Hold your horses! - an expression requesting someone to wait a moment/hold on/slow down
  11. straight from the horse’s mouth - directly from the best-informed authority
  12. donkey work - the boring/gruelling part of a job
  13. scapegoat - a person or group unfairly blamed for something that they have not done
  14. pig-out - a session of excessive eating
  15. catnap - a short sleep during the day
  16. to let the cat out of the bag - to expose a secret
  17. raining cats and dogs - raining heavily
  18. to let sleeping dogs lie - to avoid interfering with a situation so as not to cause trouble
  19. in the dog house - in disgrace/trouble
  20. rat race - a situation in which people are fiercely competitive for wealth or power
  21. to smell a rat - to suspect a trick/lie
  22. fishy - suspicious
  23. red herring - an intentionally misleading clue or piece of information
  24. wolf whistle - a whistle or call with a rising and falling pitch which expresses sexual admiration but in a predatory, victimising manner (see catcall)
  25. to get the lion’s share - to receive the largest portion

niedziela, 20 stycznia 2019

10 ways to say "Thank You"

Dzisiaj Papa English i 10 Ways to Say Thank You In English. Czemu aż 10 ways i dlaczego samo: thank you nie wystarczy? Brytyjczycy są bardzo grzeczni, to już wiemy. My nie lubimy przepraszać ani dziękować, lepiej przepchnąć się obok kogoś w sklepie niż zaryzykować utratę godności w postaci "przepraszam". Brytyjczycy mają inaczej. Dlatego też mają bardziej rozwinięte słownictwo w tym zakresie. Poza tym są sytuacje, kiedy naprawdę jesteśmy komuś za coś wdzięczni i chcemy powiedzieć coś więcej niż thanks. Trzeba także odróżnić sytuacje potoczne od formalnych, "dzięki" powiemy kiedy indziej niż "dziękuję bardzo".

Lekcja poniższa mam dodatkowy walor. Aly uczy was również jak wypowiadać te zwroty; i nie chodzi tu o wymowę poszczególnych słów (które znacie), tylko brzmienie całej frazy. W naturalnej mowie słowa się ze sobą łączą i np. Not at all (Aly uczy również jak reagować na podziękowanie) brzmi jak not ta tall (notetol). 

Zachęcam nie tylko do obejrzenia, ale ćwiczenia wraz z Alim, który powtarza zwrot kilka razy, a potem daje wam czas na powtórzenie. To właśnie, czyli stapianie się ze sobą słów, to największy problem w rozumieniu obcego języka, ponieważ słyszymy co innego, niż to, do czego jesteśmy przyzwyczajeni w piśmie. Ćwiczenie tych połączeń, naśladowanie naturalnej wymowy, pomoże wam w rozumieniu szybkiej mowy.



niedziela, 13 stycznia 2019

Wymowa angielska - silent letters

Angielska wymowa jest nieprzewidywalna, ponieważ nie ma żadnych zasad.... No, niby tak. Ale właściwie wcale tak nie jest. Angielska wymowa jest częściowo przewidywalna i istnieją w niej pewne zasady, tyle tylko, że mnóstwo od nich wyjątków i sytuacji nie pasujących do nich. Tak, każde nowe słowo należy dla pewności sprawdzić w słowniku, a nie zgadywać, ponieważ wymowa angielska płata figle i może zawsze nas zaskoczyć. Z drugiej strony  warto jednak znać te niekompletne i nie zawsze obowiązujące zasady, bo pomogą nam zapamiętać wymowę przynajmniej w tych przewidywalnych wypadkach.



Czy wiecie jak wymówić:

  debt albo thumbguest albo scissorsforeign, column, psychology, isle whistle?
Wymowa każdego z tych słów jest przewidywalna, jeśli zna się reguły dotyczące tzw. silent letters, liter niemych, niewymawialnych zazwyczaj spółgłosek (choć niektóre reguły dotyczą także samogłosek). Poniżej tutorial Lucy na ten temat oraz oraz obrazki ilustrujące najważniejsze zasady.















niedziela, 6 stycznia 2019

Angielski to nie hobby

Moje uszy mają się jakby ciut lepiej, a mój poprzedni wpis to było nie tylko narzekanie, ale także a means to an end (środek do celu). Przykład służący ilustracji szerszej tezy. 

Nie po raz pierwszy, jak w przypadku moich dysfunkcyjnych trąbek słuchowych, spędziłam godziny poszukując informacji w internecie. Rzecz w tym, że zawsze rozkład tego czasu wygląda tak: 10% strony polskie, 90% strony angielskie. Dlaczego? Niestety, sad but true, treści dostarczane przez polskie strony są bardzo ubogie. W zasadzie po przeglądnięciu kilku źródeł odnosi się wrażenie, że jest to mniej więcej ta sana treść, ten san content, powielany w nieskończoność. Dlaczego tak się dzieje? No oczywiście jesteśmy spóźnieni w sensie ogólnej cyfryzacji, ale tak naprawdę bezpośrednim problem, jak zawsze i wszędzie, są pieniądze. Polskie media i instytucje nie mają po prostu środków, aby zlecić napisanie dobrego tekstu. W przypadku stron po angielsku mamy do dyspozycji ogromną bibliotekę informacji udostępnianą bardzo często przez instytucje publiczne, fundacje, które po prostu mają środki na to, że zapłacić za dobry content  (nie wchodzę w dość oczywistą sprawę, że trzeba korzystać z poważnych stron a nie głupot albo kampanii reklamowych, dla mnie co jest  czym jest oczywiste). Owszem, za dostęp do wielu tekstów trzeba płacić, ale równocześnie mamy do dyspozycji ogromną ilość darmowych materiałów. 

Jeśli chodzi o ludzkie problemy zdrowotne, w polskim internecie można jeszcze coś znaleźć. Jeśli chodzi o weterynarię wygląda to naprawdę marnie. Za każdym razem, jeśli poszukiwałam informacji o kocich przypadłościach, korzystałam wyłącznie ze źródeł anglojęzycznych. W polskim internecie było tyle co nic, albo powielane pustosłowie. W ten sposób również rozwiązałam wiele innych moich problemów, na przykład z komputerem, drukarką i innym sprzętem. W tym przypadku fora internetowe okazują się nieocenionym źródłem, ponieważ od ludzi można dowiedzieć się naprawdę wszystkiego. Co więcej, ile razy sprawdzam coś w Wikipedii, wchodzę na strony angielskie, bo polskie bardzo często oferują treść niekompletną, ubogą, albo w ogóle nie ma takiego hasła. Inna sprawa to youtube i tutoriale, które można tam znaleźć praktycznie na każdy temat. Ile razy nie mogłam sobie poradzić z instalacją czegoś albo np na początku z blogiem z  - zawsze youtube pomogło, ale po angielsku.

I o tym jest dzisiejszy filmik Valdimira. Vladimir mówi: angielski to nie hobby. Angielski to konieczność, jeśli chcesz korzystać z dobrej jakości informacji. Szczególnie polecam tą część filmu, gdzie Vladimir dokonuje porównania zasobów internetowych w różnych językach, w tym jego ojczystym, bułgarskim. Jest tam też polski. Warto to przemyśleć. Liczby mówią same za siebie. Vladimir mówi: jeśli chcesz się nauczyć angielskiego, zmień podejście. Angielski to nie przedmiot szkolny, nie działalność hobbistyczna, ani przymus. To narzędzie, które otwiera przed tobą świat.

Inna sprawa, że trzeba mieć w sobie ciekawość poznawczą i potrzebę wiedzy, Szukać, szperać, przedzierać się przez dziesiątki stron. Sprawdzać słówka, kombinować, domyślać się. Jeśli nie masz w sobie tej pasji - twój angielski zatrzyma się na poziomie  szkolnym...



poniedziałek, 31 grudnia 2018

2018 Review

Żegnamy rok 2018. Ja długo go nie zapomnę, choć wolałabym wielu rzeczy nie pamiętać. Dla mnie osobiście był to Annus horribilis (jak królowa Elżbieta określiła rok 1992, rok rozpadu małżeństwa Karola i Dani oraz pożaru w pałacu Windsor). Dwa kocie nowotwory, strata Pusiastej, trzy operacje Prosiaczka, koszmarny remont, drzwi-story, nieustające się pomniejsze awarie, plus trzy tygodnie cierpień na ketonalu (po stosunkowej prostej ekstrakcji zęba). 

A teraz kończy się właśnie drugi miesiąc mojej walki z dysfunkcją trąbki Eustachusza (takie coś co łączy ucho z nosem i odpowiada za wyrównanie ciśnienia) i wysiękowym zapaleniem ucha środkowego, najpierw jednego, a teraz już dwóch. Pięć (płatnych) wizyt u laryngologa i... nic. Poszerzyłam za to znacznie moje słownictwo angielskie z zakresu otolaryngologii, ponieważ przeczytałam dziesiątki stron i artykułów na ten temat. To takie coś, co nie wiadomo jak leczyć, po angielsku nazywa się to watchful waiting, czyli obserwujemy i nic nie robimy, bo  zwykle samo przejdzie, po polsku znaczy to tyle, co spadaj pacjencie. Drugi etap nazywa się "leczenie zachowawcze", czyli idź do apteki po ibuprom zatoki i spray do nosa. Trzeci etap - czyli samo jednak nie przeszło - nacięcie operacyjne błony bębenkowej i włożenie drenu. Fajnie, nie? 

Pomocny dużo bardziej niż lekarze okazał się internet i YouTube, no więc lecz się człowieku sam. Są na te trąbki różne ćwiczenia, inhalacje, dmuchanie balonika (nie tego, o którym myślicie) itd, no ale to już dr Google, nie doktor laryngolog. Inaczej mam przed sobą wizję leczenia szpitalnego, ale co ja mam zrobić z Prosiakiem - cukrzykiem, którego strach zostawić nawet na jedną noc, bo jak nie ma ochoty jeść, to cukier jej spada dramatycznie. Póki co inhaluję się i dmucham balonik i mam nadzieję, że jakoś przejdzie (jeszcze słyszę i lekcje odbywają się normalnie:)).

Wierzę jednak w 2019 - oby ten rok był lepszy. Czego życzę nam wszystkim.

Poniżej przegląd wydarzeń 2018 - GOOD THINGS that happened.





poniedziałek, 24 grudnia 2018

English traditional Christmas carols

Nie lubię Świąt (wyznaję), tych z mrowiem ludzi w zakupowej pogoni i Jingle Bells ryczącymi z głośników. Ale uwielbiam stare, tradycyjne kolędy angielskie. Nie przejadły mi się nawet po latach pracy w szkole i puszczania ich na lekcjach przed każdym Bożym Narodzeniem. Ile razy je słyszę, ogrania mnie wzruszenie. Jest w nich tchnienie dawnych czasów i dawnych, magicznych świąt. Świąt, które jednoczyły ludzi we wspólnym doświadczeniu Niezwykłego.

Ale lubię je także z innego powodu. Jest w nich przechowany nie tylko świat, jakiego już nie ma, ale także język, jakim kiedyś mówiono. Język angielski zasadniczo zmienił się niewiele od czasów Szekspira. Ale są słowa, które już tylko występują w literaturze (i na kartkach świątecznych), chociaż dalej notują je słowniki współczesnej angielszczyzny.

Noel to Boże Narodzenie, Good tidings we bring to you and your kin - to tyle co: przynosimy dobrą nowinę tobie i twoim krewnym.  Hark! the herald angels sing - słuchaj, śpiewają heroldowie anielscy. Come and behold Him - przyjdźcie Go zobaczyć. Hail the heaven born Prince of peace - Niech będzie pozdrowiony... (tak, wszystkim, którym hail się kojarzy z czym innym tłumaczę, że dobrze się kojarzy, angielski to język z grupy germańskiej i podobieństw, zwłaszcza w staroangielskim było więcej. Tym słowem m. in. u Szekspira czarownice  witają powracającego Makbeta). I love thee Lord Jesus, Come all ye faithful  to stare formy zaimka you.

Po co to - możecie zapytać. A no te słowa wciąż występują na przykład w cytatach. Być może znacie powiedzenie, które stało stało się ostatnio dość popularne: Beauty is in the eye of the beholder - piękno jest w oku patrzącego.

Po prostu posłuchajcie, może was też zaczaruje urok tych staroświeckich kolęd. Każda w wersji z tekstem.


























niedziela, 9 grudnia 2018

Questions you should never ask your teacher

Dzisiaj dość przewrotne video Vladimira: 4 questions you should never ask your teacher. Cóż to za pytania? Nie powiem wam, bo trzeba posłuchać Vladimira:)

Wszystko sprowadza się do: be proactive. Nauczyciel nie dokona za ciebie wyborów i nie powie ci, co dla ciebie najlepsze, co cię zainteresuje, co czytać, słuchać i z czego się uczyć. Bo dla każdego będzie to co innego. Vladimir w każdy razie odradza wydawnictwa dwujęzyczne, czyli w naszym przypadku z polskim tłumaczeniem. Ile razy coś takiego widzę, ręce mi opadają i do tłumaczenia i ogólnej przydatności takich publikacji.

Vladimir jednak mówi coś więcej: nie używaj mnie jako słownika, bo jestem na to za drogi. Tak, słowniki są za darmo i są w domu. Szkoda na to czasu na lekcji. Ja osobiście bywam chętnie słownikiem, jeśli słówko jest nowe na lekcji, ale przykro mi się robi, jeśli ktoś miał zrobić zadanie w domu, a pyta mnie o słówka, których nie sprawdził...

Wszystko o czym mówimy tutaj, nie po raz pierwszy, sprowadza się do jednego: przejmij inicjatywę i nie czekaj, że ktoś cię nauczy języka w magiczny sposób. Efektywna nauka to morze pracy własnej. Szperania, sprawdzania, czytania, szukania odpowiedzi.

Tyle razy słyszę, że dotychczasowe niepowodzenia w nauce, to źli nauczyciele, nie taka grupa itd. Tak, wiem, są beznadziejni nauczyciele, za duże grupy itd. Naprawdę to wiem. Ale jakoś nie zdarza mi się nigdy usłyszeć: my English is poor... bo się nie przykładałem, nie korzystałem z szans, nie pracowałem.

Vladimira można szczególnie polecić osobom mniej zaawansowanym, z uwagi na spokojny i wyraźny sposób mówienia. Vladimir określa siebie virtually native, czyli "praktycznie", "niemal" native speaker. Biografia Vladimira wygląda następująco:

Growing up in Bulgaria, behind the Iron Curtain, I had very limited access to western culture ... and especially books, music, and movies from the USA and England.

  - I started learning English seriously at age 27,
  - I started teaching English 3 years later.



Słowem chcieć to móc. Języka można się nauczyć zawsze i w każdym wieku. To, że rodzice nie wysyłali was na prywatne lekcje, ani że nauczyciel w szkole zmieniał się co roku, nie przekreśla waszych szans. Po prostu trzeba się za to zabrać i nie szukać wymówek.

Więcej o Vladimirze:

niedziela, 25 listopada 2018

The Best English Teachers on YouTube

Tom zebrał dla was the best of the best: najlepsi nauczyciele na YouTube, oczywiście jego zdaniem. Muszę przyznać, że moja super 10tka wyglądałaby trochę inaczej, ale o to właśnie chodzi: do każdego przemawia co innego. I dlatego każdy musi znaleźć coś, co trafia akurat  do niego. Nauczyciela, który budzi waszą sympatię, którego będzie rozumieć, którego format lekcji wam odpowiada, tak samo jak poczucie humoru, ton głosu, tempo lekcji i tak dalej. Kiedy już ktoś wam przypadnie do gustu, nie warto tracić na wyszukiwanie tematyczne. Wszystkie tematy lekcji są tak czy inaczej przydatne. Czy będziecie słuchać o prepositions, phrasal verbs, czasach, słownictwie, wymowie - przede wszystkim jest to dla was kontakt  żywym językiem i ćwiczenie umiejętności rozumienia ze słuchu. 

Lekcje na YouTube są bardzo różne. Tom akurat nie jest entuzjastą lekcji pod tablicą (sam deklaruje, że uczy fresh, modern English). Ja z drugiej strony te lekcje cenię, bo szczególnie osoby na mniej zaawansowanym poziomie mogą się z nich nienerwowo, spokojnie, powoli nauczyć wiele. Wybór Toma to lekcje, na których dzieje się dużo więcej; nauczyciel nie uczy, ale gawędzi z wami, są i żarty, i dialogi dwóch osób albo wywiady na ulicach. 
Na pewno nie będziecie się nudzić:)

Najpierw tutorial Toma, a potem przykłady nauczycieli, których poleca.







<

















niedziela, 18 listopada 2018

Jak się uczyć słownictwa - czytanie

Dzisiaj znowu Ganesh. How to Increase Your Vocabulary. Pamiętacie?  Nie fiszki, nie słowniki tematyczne, listy słówek. Słownictwo zawsze i tylko w kontekście. Czyli – czytanie. To niekochana prawda, bo czytanie w dzisiejszych czasach w ogóle jest niemodne. Czytanie tymczasem to słowa w ich środowisku naturalnym, zanurzone w tekście. Listy słówek wydają się drogą na skróty. Tyle że z tego niewiele wynika, jeśli nie wiecie jak te słówka zastosować w zdaniu i we właściwym kontekście. Czytanie to obcowanie z językiem, to związki wyrazowe, konstrukcje gramatyczne, zwroty i wyrażenia.

Żeby czytanie nie było niechętnie odrabianym zadaniem domowym, trzeba znaleźć coś, co was interesuje. Dla każdego będzie to coś innego. Nawet plotki i ciekawostki, choć dla osób mniej zaawansowanych polecałabym raczej materiały dostosowane do możliwości, np są adaptacje książek i opowiadań przygotowane na określonym poziomie. Albo readingi na portalach służących do nauki.

Ale z samego czytania, tak jak oglądania filmów w oryginale, niewiele jeszcze wynika. Nic nie przychodzi metodą na leniucha. Nic nie wejdzie do głowy, kiedy siedzicie na kanapie albo przerzucacie tekst, żeby tylko zrozumieć. Aby były efekty – potrzebna jest praca. Więc Genesh tłumaczy, jak pracować z tekstem, jak wypisywać słówka i jak się ich uczyć.





All Tenses in 30 Minutes


Ach, te czasy… Większość osób, która zaczyna się ze mną uczyć, odczuwa potrzebę ich powtórki, najlepiej tak od początku i od podstaw. Tymczasem z czasami stykamy się na każdym etapie edukacji, od podstawówki licząc, więc tych powtórek, zwłaszcza podstawowych czasów, było już mnóstwo. Czasy trzeba ćwiczyć, do czasów trzeba wracać – na pewno. Ale z wiedzą, którą już macie, wiele możecie zrobić sami. Nie potrzebujecie nauczyciela, który wyłoży wam wszystko od A do Z. Nie potrzebujecie również wydawać pieniędzy na kolejną książkę do gramatyki. Wystarczy poszperać trochę, poszukać i poczytać w internecie. Czasami jest to kwestia znalezienia odpowiedniego źródła, czegoś, co przemówi do was, ujęcia, które do was trafi. Dzisiaj mam dla was: Learn ALL TENSES Easily in 30 Minutes. Oczywiście nie nauczycie się czasów w 30 minut. Ale można odświeżyć swoją wiedzę, słuchając native speakera równocześnie. Czyli grammar i listening w jednym.



sobota, 10 listopada 2018

Business English Expressions You Need To Know

Business English to głównie profesjonalne słownictwo. Invoice to faktura, contractor to wykonawca albo kontrahent, supplies - dostawy, assets - aktywa, overheads - koszty. Język biznesu to też specyficzne odpowiedniki słów z języka ogólnego. W mailach pisze się nie I would like to ask ale I would like to enquire, purchase zamiast buy, dispatch albo ship zamiast send. Ale oprócz tego typu oficjalnego, profesjonalnego słownictwa, w firmach także używa się w języku mówionym specyficznych idiomów. I'm snowed under - jestem zawalony pracą, I'm tied up - nie mam czasu, something has come up - coś mi wyskoczyło. I dzisiaj właśnie lekcje Emmy prezentujące tego typu potoczne wyrażenia.












niedziela, 28 października 2018

Co oglądać - seriale o brytyjskiej policji

Oglądam ostatnio bardzo dużo seriali, to jest mój sposób radzenia sobie ze stresem; najlepiej zając myśli i głowę czymś odległym od własnej rzeczywistości. Wkręciłam się ostatnio w seriale kryminalne, a dokładnie te o brytyjskiej policji. I chce wam opowiedzieć o kilku. Nie wiem, czy nadają się jakoś szczególnie do oglądania w oryginale, akcja jest dość skomplikowana, a aktorzy czasami mówią z niestandardowym akcentem, ale seriale są wciągające, a dodatkowo ciekawe edukacyjnie i kulturowo. Oczywiście jeśli interesuje was nie tylko język, ale i mentalność, która za nim stoi. Wszystkie są na Netlixie, z napisami polskimi, można ustawić także napisy angielskie.

Znamy amerykańskich gliniarzy i widzieliśmy dziesiątki filmów z nimi.  Pamiętamy brutalne filmy akcji o gangsterach i brudnych policjantach. Ale nawet jeśli policjanci nie są źli i nie łamią prawa, to generalnie policja w USA nie przebiera w środkach. Policjanci stosują twarde metody przesłuchań, w policyjnych akcjach bardzo łatwo dochodzi do użycia broni, dowody zdobywa się metodą prowokacji, inwigilacji, szantażu. W Stanach, co więcej, można trafić za kratki bardzo łatwo, choćby za szarpanie się przy kontroli drogowej. W Kalifornii za trzecie z kolei przestępstwo (nawet kradzież sklepową) dostaje się dożywocie.

Brytyjska policja to inny świat. Wielka Brytania to w ogóle dziwny kraj, konserwatywna monarchia, z przywilejami klasowymi (w senacie zasiadają lordowie na podstawie dziedzicznego tytułu i dożywotnio) i bez pisemnej konstytucji (składa się na nią wiele aktów pisemnych i praw zwyczajowych, ale nie stanowi jednego dokumentu) i równocześnie kraj z obsesją na punkcie równości, praw obywatelskich i przejrzystości życia publicznego. Brytyjska policja ma zupełnie odwrotnie niż amerykańska; w UK trzeba przestrzegać bardzo rygorystycznych zasadami, troszczyć się o praworządność, w tym także o prawa potencjalnych przestępców. Nawet terrorystę należy traktować tak, żeby nie miał powodu się poskarżyć, bo będzie miał komu. Istnieją specjalne instytucje gotowe bronić praw aresztowanych i specjalne jednostki w policji, których rolą jest przeprowadzenie w takich przypadkach wewnętrznego dochodzenia. Wielka Brytania jest znana z tego, że zwykli gliniarze nie noszą broni, a wydanie rozkazu jej użycia w akcjach specjalnych jest dość skomplikowane, bo nikt nie chce podejmować takiej odpowiedzialności.


W serialach, o których zaraz opowiem, widzimy policjantów spętanych procedurami, zakazami i nakazami, traktujących brutalnych przestępców z całym majestatem ich praw obywatelskich, których żadną miarą nie chcą pogwałcić, bo skończy się to uniewinnieniem ze względów proceduralnych, a jeszcze gorzej, sprawa trafi do mediów i na portale społecznościowe.

Najlepszym przykładem będzie Babylon (Netflix), pokazujący od wewnątrz działania Scotland Yardu (policji londyńskiej). W gabinecie jej szefa wiszą wielkie ekrany telewizorów, każdy z podglądem na inną stację, podejmowane tam decyzje poprzedza przegląd wiadomości i portali internetowych, a także szczegółowa analiza ich potencjalnych politycznych skutków. Nowa dyrektor od spraw komunikacji ma wizję absolutnej przejrzystości w kontaktach z mediami i społeczeństwem, innymi słowy wszystko natychmiast ma zostać podane do publicznej wiadomości, zanim stanie się przedmiotem spekulacji. W praktyce wygląda to tak, że nikt nie chce wziąć na siebie odpowiedzialności za decyzję użycia broni wobec okrążonego terrorysty, który zabił wcześniej kilkanaście osób. Decyzja zepchnięta zostaje ostatecznie na zwykłych policjantów biorących udział w akcji. Wobec wszechobecności mediów, praca policji to przede wszystkim polityka, PR, walka o wizerunek i zakulisowe rozgrywki z politykami i władzami o to, kto zgarnie punkty za ostateczny sukces.






Na Netflixie jest również Line of Duty, fascynujący serial pokazujący zwykłych ludzi w policji przy pracy, równocześnie wciągający thriller. W pierwszym sezonie obserwujemy upadek doskonałego gliniarza, wplątanego w pechowy romans i pogrążającego się poprzez serię niefortunnych decyzji. Jesteśmy świadkami przesłuchań bandziorów, w trakcie których przepisy, kurator albo adwokat skutecznie uniemożliwia wydobycie jakichkolwiek zeznań i postawienie zarzutów. Widzimy jak dziesiątki razy policja ociera się o odkrycie prawdy, ale sparaliżowana własnymi procedurami, nieudolna, nadmiernie ostrożna nie potrafi zapobiec tragedii, mając właściwie od początki wszystkie karty w ręku.





Inna kategoria to Broadchurch (też Netlix), bardzo kameralny serial rozgrywający się w małym, nadmorskim miasteczku, gdzie śledztwo w sprawie zabójstwa dziecka prowadzi dwoje policjantów. Pozornie spokojna, prowincjonalna społeczność okazuje się nie tym, czym się wydaje. Wszyscy mają swoje małe, mroczne sekrety i kandydatów na mordercę wydaje się być wręcz za wielu, a ostateczne zakończenie zaskakuje zupełnie.




niedziela, 30 września 2018

Jakie książki wybrać do nauki gramatyki i słownictwa

Pytacie mnie często, z jakich książek korzystać do nauki. Co kupić, z czego uczyć się gramatyki i słownictwa. Porozmawiajmy więc o tym.

Jest kilka "żelaznych" pozycji, uznanych i polecanych. Przede wszystkim gramatyka Murphy'ego, która jest dostępna na trzech różnych poziomach, więc szczególnie polecana dla osób mniej zaawansowanych. Jest też Michael Vince Language Practice, też na różnych poziomach. W przeciwieństwie do Murphy'ego zawiera nie tylko gramatykę, ale i słownictwo. Słownictwo można poszerzać przy pomocy English Vocabulary in Use McCarthy, O'Dell, również różne wydania na różnych poziomach. Dla bardziej zaawansowanych, szczególnie przygotowujących się do egzaminów Cambridge, można polecić Virginia Evans Use of English oraz Advanced Grammar and Vocabulary Mark Skipper.


Ludzie zwykle jednak wolą kupować polskie wydawnictwa. Po pierwsze to kwestia ceny. Wydawnictwa angielskie są dużo droższe. Po drugie jednak ludzi odstręcza fakt, że trzeba przegryźć się przez tłumaczenia po angielsku. O ile z tym pierwszym nie ma co dyskutować, o tyle co do drugiego argumentu, to wcale nie tak. Angielskie wydawnictwa podają gramatykę w pigułce, prosto, jasno i na temat. Polskie wydawnictwa w porównaniu z nimi są przegadane, rozwlekłe i kompletnie niepraktyczne. Zawierają informacje nieprzydatne i wszystko niepotrzebnie komplikują. Zawsze mam przed oczami panią pod tablicą, która dużymi literami dyktuje definicję oczywistości.

Moi uczniowie przynoszą także do pokazania różne polskie samouczki zbierające słownictwo tematyczne. Pytają, co sądzę. Nigdy nie sądzę nic dobrego o wydawnictwach podających polskie tłumaczenia. Bo one są po prostu złe. Nie dlatego, że ktoś je źle zrobił. One z są złe z definicji, bo dają jedno tłumaczenie słowa czy zwrotu, które może mieć wiele znaczeń. Poza tym zbierają całe listy, całe setki słów, czasami bez ich sensownej, praktycznej selekcji... no i jak tu się tego uczyć?

Już lepiej sprawdzają się wydawnictwa składające się z "czytanek" plus małe glossarium pod spodem. Tam przynajmniej jest słownictwo w kontekście.

Poniżej tutorial Jamesa o tym, ja wybrać książkę do nauki. Na jedną rzecz, o której James mówi, chciałam szczególnie zwrócić uwagę. Jest to data pierwszego wydania. Dotyczy to szczególnie polskich wydawnictw. Niestety, czasami są to przedruki pozycji popularnych w latach, dajmy na to, 80tych. Nie tylko przykłady są tematycznie out of date. Ale gramatyka żyje i się zmienia, i to w stronę upraszczania struktur. Nawet egzaminy Cambridge'owskie w tej chwili akceptują w kluczu rzeczy, które 15 lat temu były jeszcze niepoprawne. Wiec zacznijcie od daty wydania, bo nie ma co sobie utrudniać życia. Poza tym klucz, podręcznik bez klucza jest bezużyteczny. Niestety, wydawnictwa zagraniczne bardzo często oferują klucz jako osobną książkę (za kolejne 80 zł).

Tak szczerze mówiąc, ja nie sądzę w ogóle, żeby w dzisiejszych czasach trzeba było coś kupować. Wystarczy poszperać w internecie, jest tyle portali i materiałów za darmo.


sobota, 22 września 2018

Trzy sposoby jak się uczyć phrasali

Phrasali można się uczyć zgrupowanych albo wokół czasownika: get off, get on, get along itd, albo też wokół przyimka, np: give up, break up, end up, clear up  Ten drugi sposób jest o tyle dobry, że uczy nas prawidłowości znaczeniowych związanych z danym przyimkiem. W przykładach powyżej up oznacza całkowite wykonanie czy zakończenie czynności. Przyimek on z kolei oznacza kontynuację: go on, bring on, hold on, keep on. Oczywiście tego typu zasady sprawdzają się w bardzo dużym przybliżeniu, bo na przykład take up oznacza podjęcie jakiejś aktywności. Niemniej jednak intuicyjne rozumienie, co przyimek dodaje do czasownika, pomaga zapamiętać jego znaczenie.

Inny jeszcze sposób, chyba najlepszy, to uczenie się phrasali w kontekście jakiegoś tematu. Niech to będzie na przykład praca. Mamy więc set up (założyć, np firmę), note down (zanotować), run out of (wyczerpać), come up  (wydarzyć się/pojawić niespodziewanie). 

Ale to już wytłumaczy wam Alex w tutorialu poniżej. Oprócz niego Lucy z phrasalami na temat podróży i Emma na temat ubrań. James natomiast zebrał phrasale z przyimkiem down.











czwartek, 20 września 2018

Jak ogarnąć phrasal verbs

Jak ogarnąć phrasal verbs? Phrasali się ogarnąć po prostu nie da, bo są ich tysiące. W dodatku, to samo wyrażenie może mieć wiele różnych znaczeń. Więc zapomnijcie o ambitnym planie: nauczę się wszystkich phrasali z take a w przyszłym tygodniu z get. Tak się nie da. Phrasali trzeba się uczyć po kawałku, w miarę jak pojawiają się w waszym horyzoncie. Trzeba się uczyć tych ważnych, tym którymi się rzeczywiście mówi i które są w praktycznym użyciu. 

Przede wszystkim są to te, których próbują was uczyć podręczniki. Może zauważyliście jednak, że podręczniki zwykle w jednej lekcji "sprzedają" wam zaledwie ich kilka. Bo nie da się spamiętać więcej na raz. Phrasale, co więcej, choć to dotyczy słownictwa w ogóle, muszą funkcjonować w kontekście. Rzeczowniki, przymiotniki, czasowniki można skojarzyć z czymś łatwo: research słyszy się często nawet w polskim, develop można skojarzyć z developerem, retail (handel detaliczny) to tail, czyli ogon, powiększony o re, purchase (nabyć) może się kojarzyć z purchawką, graduate (ukończyć studia) ma coś wspólnego z gradacją, czyli stopniowaniem, a to z kolei przywodzi na myśl stopień naukowy, breath to oddech, bo tak śpiewali The Police (Every Breath You Take). 

Phrasal verbs w tym sensie są nijakie i z niczym się nie kojarzą. Brzmią prawie tak samo: set about albo get round, bring round, set on a może set on. Dlatego: powoli, po kawałku, w kontekście, w miarę występowania. I nie przejmować się tak znowu tymi phrasalami. Bo każdy ma swój odpowiednik. Give out to distribute, turn down - reject, turn up - appear. I jeszcze jedno: phrasale są potoczne. Tak, fajnie nimi mówić. Ale już nie tak fajnie nimi pisać, zwłaszcza oficjalne teksty. W zapytaniu ofertowym będzie lepiej wyglądać encounter niż come across i establish niż set up. Tak samo w eseju na egzaminach Cambridge'owskich, no chyba że piszecie list nieformalny.

 Dzisiaj proponuję spróbować nauczyć się jednej grupy z poniższych: