niedziela, 16 września 2018

No pain, no gain - Juliana Northbrooka teoria nauki języka

Zamieszczam więcej tutoriali Juliana Northbrooka. Naprawdę warto go posłuchać. To, co odróżnia go od innych nauczycieli na Youtube, to fakt, że jego lekcje nie są poświęcone jakiemuś wycinkowemu tematowi związanemu ze słownictwem, gramatyką, wymową, ale dotyczą nauki jako takiej. Julian tłumaczy, na czym polega nauka języka obcego, a mówi to z własnego doświadczenia. Julian opanował japoński i to w dużej mierzenie dzięki własnej pracy. Ma więc szczególną perspektywę. Perspektywę ucznia, i kogoś, kto proces uczenia się zna z autopsji. To, co mówi Julian, to wiedza, której naprawdę powszechnie brakuje. Bardzo często rozpoczyna od pytania zadanego przez ucznia ucznia. Pytania te prezentują stereotypowe, powszechne przekonania dotyczące nauki. Julian je obala. Ile czasu potrzeba, żeby nauczyć się języka? Zależy od ciebie. Czy można uczyć się samemu? Oczywiście. Czy mogę pracować nad mówieniem, nie mając możliwości rozmawiania po angielsku w życiu codziennym? Możesz. Żeby nauczyć się języka trzeba wyjechać do kraju, gdzie się nim mówi? Niekoniecznie. Najlepiej uczyć się od native'a speakera? Wcale nie. Moje słownictwo jest za proste? Skup się na tym, żeby było użyteczne. Uczę się języka oglądając seriale, czy co ma sens? Niespecjalnie, to nauka na leniucha. Bo Julian podkreśla zawsze i wszędzie jedno: No pain, no gain. Bez włożonego wysiłku, nie ma efektu. Nauka języka to ciężka praca i to praca, której nikt za ciebie nie wykona.

Zachęcam do oglądania i przemyśleń.




























środa, 12 września 2018

5 stereotypów na temat nauki języka

Im dłużej uczę języka, tym bardziej dochodzę do wniosku, że największym problem z angielskim jest to, że ludzie nie umieją się uczyć. Nie rozumieją, na czym polega nauka i jak działa przyswajanie języka. Jeszcze gorzej, przychodzą z całkowicie błędnymi, szkodliwymi nawet, przeświadczeniami na ten temat. Te przeświadczenia, niestety, ktoś im "sprzedał" i wdrukował do głowy - mówię to ze smutkiem - w toku nauki, w szkole, na kursach. Potem jednak są one utrwalane, powielane i kolportowane przez samych uczących się. Są to tak mocno zakorzenione stereotypy, że trudno mi z nimi wygrać. Mogę tłumaczyć i wyjaśniać, proponować inne podejście, z początku  pozytywnie zaskoczeni, ludzie wkrótce wracają do utartych sposobów myślenia.

Co mam na myśli? 

1. Gramatyka, gramatyka, gramatyka. Nie neguję jej wagi, ale powtórka wszystkich czasów na początek - to nie ma najmniejszego sensu. Ćwiczenia gramatyczne nie przyczynią się do tego, jak radzicie sobie z językiem w praktycznych sytuacjach. Gramatyka to narzędzie, ale narzędzie do celu. Tym celem jest mówienie. Praca nad samą gramatyką to jak polerowanie dłuta zanim weźmiecie się do wycinania czegokolwiek.

2. Słówka, słówka, słówka. Listy słówek, fiszki, słowniki tematyczne. No, a potem okazuje się, że w życiu brakuje tych najprostszych słów i czasami trudno zbudować zdanie. Słowa są jak części składowe, z których budujecie całość. Skupianie się na nich to jak zabawa śrubkami kiedy macie coś skręcić. Interesuje was ostatecznie mebel, i jak go poskładać, a nie jego części. Szczególnie, że te wasze śrubki wykute na pamięć okazują się potem nie pasować do niczego, bo takich śrubek używa się rzadko i nie pasują do typowego śrubokrętu.

3. Nauka języka to lekcja, szkoła, nauczyciel, podręcznik, ćwiczenia. Żeby się uczyć, trzeba się zapisać na kurs albo znaleźć wymagającego lektora. Trzeba zainwestować trochę środków. Bo samemu to żadna nauka. Nieprawda. Samemu można bardzo wiele w czasach internetu i mediów interaktywnych. Owszem, łatwiej, jeśli ktoś ukierunkuje, tłumaczy, poprawi, no i dostarczy motywacji do systematycznej pracy. Ale lekcja to nie wszystko. Nawet pięć razy w tygodniu. Ja zwykle od razu wybijam z głowy takie pomysły. Nawet dwa razy w tygodniu niekoniecznie. Zawsze powtarzam, że uczeń odniesie więcej korzyści, jeśli poświęci tą drugą godzinę na naukę w domu. Bo lekcja ani kurs nie nauczy cię języka, jeśli nie włożysz w to samodzielnego wysiłku.

4. Wstydzę się mówić, bo mój angielski jest kiepski, popełniam błędy i nie umiem dokończyć zdania. Obcinam się w towarzystwie i wolę milczeć. Tymczasem w życiu nie ma nic gorszego niż brak komunikacji. Każda komunikacja jest lepsza niż żadna. W realnej sytuacji, w hotelu, na lotnisku ważne jest to, żebyś w jakikolwiek sposób potrafił wytłumaczyć swój problem. Czy ktoś będzie punktował cię za błędy? Wydaje wam się, że wszyscy słyszą te błędy i oceniają. Tymczasem ludzi bardziej interesuje, co mówicie, a nie jak. Koncentrują się na rozumieniu, a nie uchybieniach. Wszyscy popełniamy błędy. Ja też. To normalne.

5. Mój angielski jest za prosty. Używam ciągle tych samych słów. Uczę się skomplikowanych słówek, synonimów, phrasali i idiomów, a potem nie umiem ich użyć. Rzecz w tym, że jedne słowa i zwroty służą do mówienia, a inne do rozumienia tekstu. Język, jakim się mówi, jest prosty. Funkcjonują w min utarte zwroty i wyrażenia. Pewne słowa się powtarzają, bo nazywają rzeczy, które nas otaczają. Powtarzają się także sytuacje. Tak naprawdę ważniejsze jest wiedzieć, co powiedzieć kiedy i jak zareagować naturalnie. Jak ktoś się gdzieś wybiera, powiemy: Have a nice time, a nie Enjoy yourself very well. Może zauważyliście, że w serialach bez przerwy, do znudzenia powtarzają Do you have a moment? albo jeśli ktoś miał wypadek Are you all right? Można pomyśleć, tym scenarzystom chyba płacą dostatecznie dużo, żeby się postarać bardziej. Tylko po co?  Tak się właśnie mówi. Angielski jest prosty i praktyczny, i nie znosi naszego cudowania z synonimami i jakby to powiedzieć inaczej. Jeśli chcecie się pochwalić nowym zakupem, powiedzie: I've bought a new computer, a nie I've purchased a new computer. Fajnie, że znacie to słówko. W kontekście biznesowym jest potrzebne. Ale nie w życiu codziennym. Do you have any beverages? zabrzmi kuriozalnie do znajomego, kiedy chcecie się czegoś napić. Ale warto znać to słowo, bo możecie je zobaczyć w menu w pubie albo restauracji.

Poniżej Julian wyjaśni wam więcej:









wtorek, 11 września 2018

Don't say "very" in English

Don't say "very" in English... A co z nim nim nie tak? Zasadniczo nic. Rzecz w tym, że mamy (i chyba też inni cudzoziemcy) nieznośną potrzebę dodawania tego "very" wszędzie. Tymczasem Anglosasi są bardziej konkretni w użyciu języka, i "very" przed co drugim przymiotnikiem raczej rozmywa znaczenie niż go intensyfikuje. Po drugie, istnieje coś takiego jak normal i strong adjectives. Może powiedzieć: It is very good, ale nie very great. Tak jak można powiedzieć: very cold, ale freezing może być tylko absolutely. 

Polecam waszej uwadze cytaty poniżej oraz tabelę z popularnymi przymiotnikami i ich mocnymi odpowiednikami, a także tutorial na ten sam temat.
  1. Substitute ‘damn’ every time you’re inclined to write ‘very;’ your editor will delete it and the writing will be just as it should be. ~Mark Twain
  2. ‘Very’ is the most useless word in the English language and can always come out. More than useless, it is treacherous because it invariably weakens what it is intended to strengthen. ~Florence King
  3. So avoid using the word ‘very’ because it’s lazy. A man is not very tired, he is exhausted. Don’t use very sad, use morose. Language was invented for one reason, boys – to woo women – and, in that endeavour, laziness will not do. It also won’t do in your essays. ~N.H. Kleinbaum



sobota, 8 września 2018

Jak się uczyć słownictwa


Jak się uczyć słownictwa? Po pierwsze zapomnijcie o fiszkach, słownikach tematycznych, listach słówek. Tak, można je wystukać na pamięć. Ale jaka z tego korzyść, skoro za tydzień zapomnicie, a nawet jak nie zapomnicie, w najbardziej potrzebnej chwili to słówko wcale nie wyskoczy z głowy i nie wskoczy w zdanie. Takie listy i słowniczki ponadto, zawierają bardzo często słowa mało przydatne, rzadkie, które wyszły z użycia, albo ich tłumaczenie bywa nieudane, niepełne, mylące. Dotyczy to szczególnie polskich wydawnictw motywowanych czyjąś ambicją zgromadzenia możliwie wielu słówek na dany temat, czasami bez względu na ich nacechowane stylistyczne i praktyczną użyteczność.

Co więcej, przydatność takiej nauki jest naprawdę niewielka. Wrycie na pamięć części ciała i organów wewnętrznych nie pomoże wam u lekarza, tak samo jak wyuczenie się warzyw, owoców, mięs i tak dalej nie usprawni rozmowy w restauracji. Bo tak naprawdę brakować wam będzie tych prostych słów, żeby złożyć zdanie. Skupcie się na więc na tym, co będzie wam potrzebne w praktycznej rozmowie. Znacie na pewno to uczucie, kiedy nie możecie wydobyć z pamięci słowa, które doskonale znacie, prostego słowa, które spotkaliście i używaliście wielokrotnie. I jest największy problem ze słownictwem - że nie wyskakuje z głowy, kiedy najbardziej tego potrzebujemy.

Słówek, po pierwsze, nie można uczyć się w izolacji. Listy słówek się nie sprawdzają. Słowa się ze sobą łączą i zawsze trzeba się ich uczyć w kontekście. Słówko musi się z czymś kojarzyć, pociągać za sobą inne słowa. Warto więc wypisywać całe wyrażenia, kawałki zdań, cząstki znaczeniowe. Druga sprawa to ilość powtórzeń. Ale nie mechanicznych powtórzeń z kartki. Słówko musi się powtórzyć w kontekście. A to przychodzi z czytaniem i słuchaniem. Vladimir w filmiku poniżej nazywa to "input". In-put, czyli to co wchodzi do naszej głowy. "Output", czyli produkcja, to mówienie i pisanie, to, co z tej głowy wychodzi. Żeby był "output" musi najpierw nastąpić "input", przy czym proporcja jednego do drugiego to jest pewnie jak 100 do 1.

A więc słuchać i czytać. Co? Ano coś, co was naprawdę interesuje. Zapamiętujemy lepiej rzeczy, które są dla nas ważne, niosą sens, wywołują jakieś emocje czy skojarzenia. Pamiętacie zapewne, ile zostawało w szkole w waszych głowach z nudnej lekcji. Ale jeśli nauczyciel pokazał doświadczenie, albo opowiedział jakąś ciekawostkę, wtedy pamiętało się lepiej. Ja do dzisiaj pamiętam, w jaki sposób nauczyłam się jakiegoś słówka. I to nie było na lekcji, ale "podłapałam" to słówko na filmie, męczyło mnie w piosence, we wiadomościach, w tekście, który bardzo chciałam zrozumieć. Im więcej włoży się wysiłku w rozpracowanie czy zapamiętanie czegoś, im więcej pracy nas to kosztuje, tym większa szansa, że zostanie w głowie. Przy czym, przeczytać raz czy posłuchać nie wystarczy, tu są potrzebne powtórzenia, także powtórzenia za nagraniem, powtórzenia we własnej głowie. Słowa ze sfery biernego słownictwa nie przeskoczą same do  słownictwa czynnego. Trzeba nad nimi pracować, aktywizować je we własnej głowie, powtarzać, łączyć w zdania. 

Oddam głos Vladimirowi, który bardzo spokojnie, powoli tłumaczy How to Remember Vocabulary Words.




wtorek, 4 września 2018

Coś dla fanów Grey's Anatomy


Uwaga, uwaga, Grey's Anatomy, 15 sezon, wraca we wrześniu (premiera dokładnie 27.09). Zanim się doczekamy, powspominajmy trochę. Pamiętacie Dereka, Chrstinę, Marka Sloana, Izzie, Goerge'a, Lexie Grey? A pamiętacie Callie, Prestona, Addison? Dzisiaj video o przyczynach ich odejścia i ich dalszych losach. No i mam dla was smutną wiadomość, do tej listy będzie trzeba dopisać Arizonę i April... It sucks, no nie?


sobota, 1 września 2018

Pierwszy września - koniec wakacji, czas pomyśleć o nauce języka, ale... znowu?

Początek września nierozerwalnie łączy się z początkiem roku szkolnego. Nawet jeśli szkołę porzuciliśmy dawno temu, data pierwszy września jakoś tak sprawia, że myślimy ponownie o nauce, w tym o nauce języka. Co prawda, początek roku w szkołach językowych to dopiero październik, ale najbliższe tygodnie zapewne będą dla wielu z was momentem wyboru szkoły, formy nauki (może lekcje), albo okresem zmagania z własną motywacją, żeby nareszcie wziąć się za coś, co jest waszym skrywanym kompleksem. Tym wszystkim, którzy myślą o nauce języka, polecam moje posty dotyczące szkół językowych i wyboru lektora, w których odsłaniam trochę zakulisowej wiedzy o tym, jak działa jedno i drugie, i co należy wiedzieć na wstępie.

Szkoły językowe:

http://agnielskiagnieszki.blogspot.com/2017/11/szkoy-jezykowe-czesc-1-lektorzy.html

http://agnielskiagnieszki.blogspot.com/2017/12/szkoy-jezykowe-czesc-2-grupa.html

Lekcje prywatne:

http://agnielskiagnieszki.blogspot.com/2017/12/jak-wybrac-lektora.html

Dzisiaj jednak nie o tym. Dzisiaj o tym, dlaczego tak wiele osób zniechęca się do nauki, bo nie widzi efektów. Znacie to na pewno sami: angielski w szkole  i na studiach jakoś nie zostawił was ze znajomością języka, tak samo jak i kolejne próby podejmowane w szkołach językowych, łącznie z metodą Callana i może nawet lekcje prywatne okazały się rozczarowujące. Tyle czasu i kasy, a ja dalej nie mówię...


Wtedy szukacie wyjaśnień. Oczywiście źli nauczyciele, beznadziejne kursy, książki przeładowane gramatyką, tematy nie takie... Inni skłonni widzieć problem w sobie i fiksują się na przeświadczeniu, że nie mają zdolności, że to nie dla nich, że języka się nigdy nie nauczą.

Owszem, nie neguję, że złe doświadczenia mogą być frustrujące, ale tak poza tym, mam dla was niewygodną prawdę: nie ma efektów bez ciężkiej pracy.


Bardzo wiele osób, z którymi miałam kontakt, oczekuje, że przychodzenie na lekcje albo na kurs dwa razy w tygodniu powinno sprawić, że będą robić satysfakcjonujące postępy. Nie wiem, być może coś takiego można usłyszeć w charakterze promocji marketingowej w szkole językowej, ale ja zawsze moim prywatnym uczniom na pierwszym spotkaniu mówię: sama lekcja to za mało, poza tym musi być praca w domu, praca i jeszcze raz praca. Codziennie chociaż 30 minut z językiem, cokolwiek to będzie, słuchanie, czytanie, oglądanie, cokolwiek, co cię zainteresuje i zmotywuje.


Ludzie frustrują się również, bo chodzą na zajęcia, uczą się słówek, robią zadanie i jakoś ta płynność czy widoczny postęp nie przychodzi. Ale gdyby tak uczciwie pomyśleli, ile czasu dziennie spędzają z angielskim, odpowiedź nie byłaby imponująca.

W naukę języka trzeba włożyć bardzo wiele własnej pracy i inicjatywy. Inicjatywy, bo ja mogę polecić tą czy tamtą książkę, tutorial, stronę. Ale sami musicie znaleźć coś dla siebie. Dla każdego sprawdzać się będzie co innego. Każdego interesuje co innego, każdy lubi się uczyć inaczej. Dla każdego również ilość potrzebnego czasu będzie różna w zależności od naszych indywidualnych predyspozycji. Ale zawsze będzie to praca. Angielski nie przyjdzie wraz z wciąganym powietrzem, że tak powiem. 

Jeśli brzmię jak staromodny belfer, posłuchajcie Vanessy. A potem Jamesa. Podoba mi się jego porównanie: You want to speak English today? Sorry, it's not going to happen. It's like: do you want a burger? So you need to catch a cow, kill a cow, bring it to a store, grind it up, then put it on the barbecue.











sobota, 4 sierpnia 2018

Po cudzemu - kanał Arleny Witt na Youtube

Chciałam wam dzisiaj przedstawić Arlenę Witt, youtuberkę, polską lektorkę, której Po cudzemu kanał cieszy się ogromną popularnością. Arleta mówi po polsku, ale to co mówi jest więcej niż przydatne, trafia zawsze w sedno sprawy. Arlena jest naprawdę świetnym lektorem, o dużym doświadczeniu, szerokich horyzontach, a co więcej, praktycznym, zdroworozsądkowym podejściu, które mnie osobiście bardzo odpowiada. Polecam ją szczególnie osobom na początkowym etapie nauki; jej lekcje pomogą uporządkować bałagan pojęciowy i skierują was na właściwe tory, ucząc, jak się uczyć.
Dzisiaj zamieszczam wideo:

Jak się nie bać mówić po angielsku?


w którym Arlena obala wiele mitów i przekonuje was, że to co wam siedzi w głowie i tworzy bariery uniemożliwiające wam mówienie w obcym języku to fałszywe przekonania, które dają się zracjonalizować i pokonać.


czwartek, 2 sierpnia 2018

Cudzoziemcy próbują polskie jedzenie


Coś więcej w temacie "culture shock": polskie jedzenie. Sądzicie, że musi każdemu smakować? No... niezupełnie:)
W pierwszym video "testerzy" próbują nasze smakołyki i... bywa, że się krztuszą.
Drugie video jest nieco bardziej dla nasz friendly, turyści próbują polskich przysmaków na miejscu, czyli Kraków Foodtour (są m. in zapiekanki na Kazimierzu).








sobota, 28 lipca 2018

Metoda Callana

Metoda Callana - na pewno słyszeliście o niej. Wiele osób rozczarowanych tradycyjnymi sposobami nauki myśli: a może to zadziała?

Na czym polega metoda Callana? Stworzona w 1960 przez Robina Callana oparta jest na technikach używanych w armii dla celów szkolenia żołnierzy. Żołnierze, jak wiadomo, proste chłopaki, więc stosowano metody, dzięki którym można było wbić trochę obcojęzycznych zwrotów do najbardziej opornej głowy.

I taki jest Callan. To trochę trening dla opornych. Opiera się głownie na tzw. drillach, czyli powtarzaniu w kółko określonych zdań i struktur. Czy to działa? Na pewno zapewnia "osłuchanie" i zmusza do aktywności, bo cały czas trzeba powtarzać, powtarzać i odpowiadać. Czy to prowadzi do naturalnego mówienia? No, nie wiem. Bo powtarza się mechanicznie wyuczone zdania. Na pewno można zapamiętać sporo. Głównym problemem Callana jednak jest to, co się powtarza. Dobrze, gdyby to były potoczne, przydatne zwroty i wyrażenia. Callan uczy mówić tak, jak się nie mówi w życiu. Powtarza się nienaturalnie brzmiące całe zdania:



Pytanie lektora: „Jeśli idziesz na spotkanie z kimś, to czy zawsze przychodzisz w umówione miejsce wcześniej?”
Odpowiedź naturalna: „Nie, czasem jestem wcześniej, a czasem się spóźniam.”
Odpowiedź wymagana na Callanie: „Nie, gdy idę na spotkanie z kimś to nie zawsze przychodzę w umówione miejsce wcześniej, czasem docieram wcześniej, a czasem się się spóźniam.”
Jeszcze gorzej, że materiały używane w szkołach Callana są równie sztampowe i oderwane od współczesności, bo opracowane zostały lata temu (oczywiście to zależy od szkoły, niektóre uaktualniły materiały). Callan nie używa podręczników, w których znajdują się tematy bieżące. Callan w ogóle nie używa książek; tam się nie czyta, nie pisze, nie słucha, nie uczy gramatyki. Tam się tylko powtarza.
Wierzę, że to może działać w przypadku wybitnie językowo opornych. Osobiście nie wierzę jednak, że to jest dobra metoda dla osób, które potrafią uczyć się czytać, słuchać i pisać w obcym języku, i które chcą rozumieć, czym mówią, czyli uznają potrzebę gramatyki. Nie wyobrażam sobie, jak Callan może przygotować do FCE (takie kursy są w ofercie). A jeżeli tak, to już nie jest czysty Callan, bo taki kurs musi zawierać jednak rozwiązywanie testów.
Nie jestem ekspertem do spraw Callana, przyznaję. Proszona o wyrażenie opinii, staram się to robić oględnie, bo wiem, że mój rozmówca pomyśli, że chcę pognębić konkurencję. Oferowano mi uczenie metodą Callana, ale nigdy w to nie weszłam, bo nie wierzę w tą metodę. Skądinąd znam ludzi, którzy sobie Callana chwalą. 
Poniżej video prezentujące lekcje metodą Callana. Możecie wyrobić sobie własne zdanie.










niedziela, 22 lipca 2018

10 things that will shock you about travelling in Poland

Komunikacja w obcym języku to też wymiana kulturowa, może lepiej zdrzenie kultur. Zastanawialiście się czasami, jak nas postrzegają cudzoziemncy, zwłaszcza ci przyjeżdżający do Polski? Chyba mamy tendencję, żeby sądzić, że muszą być wszystkim zachwyceni, zwłaszcza jeśli oczekiwali białych niedźwiedzi na ulicach. Są więc pewnie zdumieni, że są w środku Europy i mają bankomaty, i MacDonaldy, i sieciówki, a do tego bigos, pierogi i oscypki. No i ta nasza gościnność, i słowiańska dusza. Ale czy rzeczywiście? Warto się czasami przejrzeć w cudzych oczach, nawet jeśli to trochę zmusi nas do wyjścia poza naszą strefę komfortu. Poniżej filmik "10 things that will shock about travelling in Poland". Warto obejrzeć bez uprzedzeń. Pan mówi strasznie szybko, dlatego polecam wersję z napisami



wtorek, 17 lipca 2018

Indian English

Wielu z was pracuje w korporacjach i na co dzień ma kontakt z użytkownikami angielskiego z Indii. Wiem, że tego rodzaju rozmowy, wideokonferencje i kontakty mogą być prawdziwym wyzwaniem. W konfrontacji z angielskim używanym w Indiach można zacząć kwestionować swoje własne umiejętności językowe i zacząć zastanawiać się, czy to aby na pewno ten sam język. Przypatrzmy się więc trochę indyjskiemu angielskiemu, a może da się go trochę oswoić:)













piątek, 13 lipca 2018

Jak wymawiać poprawienie nazwy marek


Czy wiecie, że Levi's to nie "levis" ale "livajz"? Nike to nie "najk" ale "najki", a Amazon to "amazon" a nie "emejzon". Apple to "apl" a nie "ejpl"? To ostatnie słyszę bardzo często. Zachęcam do obejrzenia wideo poniżej, a może dokonacie więcej ciekawych odkryć:)














niedziela, 8 lipca 2018

Gerund & infinitives

Verb pattern albo składnia czasowników. To temat, od którego nie ma ucieczki. Za każdym razem, kiedy budujecie zdanie z dwoma czasownikami, musicie dokonywać wyborów: I spend a lot of time to play/playing computer games. I don't mind to wait/waiting, I enjoy to walk/walking. Wybory te w przypadku popularnych czasowników są często intuicyjne, coś "brzmi" albo nie "brzmi". Sprawa komplikuje się jednak w trakcie nauki, kiedy słówek przybywa i trzeba wiedzieć, jaką składnię ma deny, refuse albo recommend.

Gorzej jeszcze, że czasami obie formy są poprawne, tyle że zmienia się znaczenie:

I stopped to smoke - zatrzymałem się, żeby zapalić.
I stopped smoking - rzuciłem palenie.

I regret saying that - żałuję, że to powiedziałem.
I regret to say - z przykrością muszę powiedzieć.

Typowe czasowniki z bezokolicznikiem:
want, would like, afford, agree, pretend, refuse, hope offer, try, decide, choose, learn, intend, continue, manage, refuse

Typowe czasowniki z gerundem:
enjoy, don't mind, admit, deny, fancy, practise, imagine, consider, involve, dislike, can't stand, avoid


Warto pamiętać, że po preposition (at, of, about, on, with...) zawsze mamy gerund. Dotyczy to w takim razie również wszystkich phrasal verbs.

Ale to wcale nie wyczerpuje sprawy. Bo dwie podstawowe grupy gerund/infinitive dzielą się na pod-grupy. Niektóre czasowniki wymagają dopełnienia, czyli mamy konstrukcję: verb + object + infinitive.

tell sb to do
advise sb to do
persuade sb to do
remind sb to do

W przypadku gerundu z kolei niektóre czasowniki przyjmują preposition:

accuse sb of doing sth
blame sb for doing sth

No i oczywiście jest jeszcze bezokolicznik bez "to", ale na szczęście w nielicznych konstrukcjach:

let sb do
make sb do
would rather do

Poniżej przydatne materiały, szczególnie polecam lekcje video.


















poniedziałek, 2 lipca 2018

You must love cats

Coś dla kociarzy. You must love cats - serial Animal Planet, w którym prezenter, kociarz z zamiłowania, zwiedza różne miejsca w Stanach zwariowane na punkcie kotów. Np, kurort, którego główną atrakcją są koty, kocie hotele, plantacje kocimiętki, no i zwariowani właściciele kotów. Seria z humorem, ciepła i zabawna, nie tylko dla kociarzy, ale i dla tych, co z kociej obsesji chcą się pośmiać. Tu tylko jeden odcinek, więcej można znaleźć na Youtube.


Poniżej coś innego, TED talk tym razem o dużych kotach. Para fotografików dzikiej przyrody opowiada o swoich doświadczeniach.


W obu filmach można ustawić napisy.






niedziela, 1 lipca 2018

TED - trochę o stresie

Dla wszystkich, który nie znają jeszcze TEDa. Jeśli chcecie czegoś posłuchać po angielsku, TED to platforma dla was. To nie jest strona dla uczących się języka. To strona dla wszystkich spragnionych wiedzy. Znajdziecie tam nieprzebraną ilość interesujących prezentacji na najrozmaitsze tematy: psychologia, technologia, medycyna, ekonomia, biznes, a także coś można by określić jako life coaching. Prezentacje te dawane są przez ludzi, którzy są świetnymi mówcami, nauczycielami czy specjalistami w swojej dziedzinie, robili to dziesiątki razy, tak więc wiedzą, jak prezentować i trafić do odbiorcy. Ale oczywiście czasami trzeba poszukać, mówcy prezentują najrozmaitsze odmiany języka angielskiego, mają różne akcenty, niektórzy mówią bardzo szybko, inni wolno i wyraźnie.

Wybrałam dzisiaj dla was dwie prezentacje związane z tematem "stress". Dożo go było w moim życiu ostatnio, i nawet teraz biały stres w czarne łaty leży w mojej szafce nocnej i dochodzi do siebie po kolejnej operacji. Ja, przyznaję szczerze, ze stresem sobie nie radzę, stres mnie wykańcza, no, ale ponoć wszystko zależy od naszego podejścia i przeświadczeń. W prezentacji poniżej zainteresował mnie szczególnie społeczny aspekt stresu: stres wzmacnia nasze więzi z otoczeniem, ponieważ w sytuacji stresu poszukujemy wsparcia. Ja mogę powiedzieć jedno: mnie przy życiu w tych wszystkich trudnych momentach ostatnio trzymały lekcje i kontakt z ludźmi. Najbardziej "freakuję" w weekendy i w samotności. Interakcja, rozmowa, a przede wszystkim zajęcie się czymś innym niż własne lęki - to bardzo pomaga. A może po prostu praca i społeczny kontekst, to zakorzenia w rzeczywistości. W każdym razie dla mnie praca i kontakt z ludźmi są zbawienne.